Wyjazdy na festiwale muzyczne w krajach takich jak Wielka Brytania lub Stany Zjednoczone można uznać za część tradycji i kultury. Dla wielu festiwalowiczów wyjazd na fest w Glastonbury jawi się jako podróż do Ziemi Obiecanej. I choć muzyczne eventy na Wyspach Brytyjskich sięgają swymi korzeniami już lat 70., bez wstydu możemy pochwalić się kilkoma rodzimymi przedsięwzięciami godnymi uwagi każdego muzycznego zapaleńca.
Już dziś festiwalowa mapa Polski rozciąga się od samego wybrzeża po Kraków. Coraz częściej kraj nad Wisłą odwiedzany jest przez gwiazdy światowej sławy, które reprezentują wszelakie muzyczne gatunki, począwszy od bluesa, poprzez metal, do indie rocka. Co więcej, nasze festiwale przyciągają publiczność z wielu zakątków świata. Pod scenami możemy zobaczyć powiewające flagi nie tylko naszych sąsiadów, ale również gości spoza Europy. Sama osobiście miałam okazję poznać Kanadyjczyków, którzy pokonali tysiące kilometrów by spędzić weekend na festiwalu w środkowej Europie, choć w obu Amerykach odbywa się ich mnóstwo.
Starszemu pokoleniu Polaków festiwale muzyczne kojarzą się głównie z corocznymi wydarzeniami w Opolu i Sopocie.
Dziś organizuje się u nas dziesiątki festów, które gromadzą słuchaczy muzyki klasycznej, gitarowej czy bluesa. Fani muzyki chrześcijańskiej, poważnej, czy poezji śpiewanej również znajdą coś dla siebie w kraju nad Wisłą.
Pisząc tego bloga, myślę głównie o festiwalach muzyki elektronicznej, rockowej i alternatywnej, gdyż właśnie w tego typu festiwalach miałam okazję uczestniczyć.
Wiele osób uważa, że rozsądniej jest kupić płytę ulubionego zespołu, którą można odtwarzać bez końca, niż wydawać nie raz dziesięć razy więcej, by usłyszeć swych idoli na żywo.
Jeżeli należysz do tych 'rozsądnych'- to nie jest pozycja dla Ciebie. Naturalnie, nie mam zamiaru wysyłać Cię na deszcz i największe błoto, jednak osobiście uważam, że studyjna płyta wysłuchiwana z najwyższej jakości odtwarzacza nigdy, ale to NIGDY nie dostarczy tak silnych wrażeń jak słuchanie tych samych utworów na żywo.
Ryzykujesz zmęczeniem, ściskiem i długim oczekiwaniem aż 'chłopaki rozstawią sprzęt', by nie raz doświadczyć niedociągnięć ze strony wokalisty. Jeśli natomiast uważasz, że jest różnica między jedzeniem cukierka razem z opakowaniem i bez, mogę zaryzykować stwierdzenie, że Twoi idole oddaleni od Ciebie nawet o 500 metrów zrobią na Tobie większe wrażenie na żywo niż ich płyta, którą trzymasz na samym szczycie regału z muzycznymi krążkami.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz